
Heeej! Łooł! Podkładali nogi, żebym upadła w pył, Śmiali się, gdy leżałam twarzą w dół, A ja wstałam z ziemi, silniejsza niż przedtem, Dasz radę, mówiłam do siebie szeptem. Kopali dół pod każdym moim krokiem, Myśleli, że spadnę tam aż na dno. Lecz ja twardo na nogach stałam I szłam dalej, choć bardzo bolało to. Wysłali mnie prosto do diabła, Myśleli, że zginę gdzieś tam. A ja z diabłem piję kawę I śmieję się im prosto w twarz. Rzucili mnie wilkom na pożarcie, Myśleli, że rozszarpią mnie, A wilki przyjęły mnie do stada I pokazały jak bronić się. Rzucali kłody pod nogi, w każdej drodze, Chcieli zatrzymać każdy mój bieg, A ja z tych kłód zbudowałam schody I wyszłam wyżej niż chcieli mnie mieć. Pchali mnie w ogień, Mówili: tam twoje miejsce. Myśleli, że spłonę w nim, Lecz dusza i ciało, okazały się silniejsze. Wysłali mnie prosto do diabła, Myśleli, że zginę gdzieś tam. A ja z diabłem piję kawę I śmieję się im prosto w twarz. Rzucili mnie wilkom na pożarcie, Myśleli, że rozszarpią mnie, A wilki przyjęły mnie do stada I pokazały jak bronić się. Ich słowa były, jak kamienie, Każdy miał zepchnąć mnie na dno, A ja z tych kamieni zbudowałam drogę, Po której dziś idę na wprost. Gdy wszystko wali się dookoła I nagle nie masz dokąd iść, To właśnie wtedy odkrywasz Jak silną potrafisz być. Im mocniej pchali mnie w ciemność, Tym jaśniej zaczęłam lśnić, Bo kiedy nie masz już nic do stracenia, Potrafisz silniejszą być. Wysłali mnie prosto do diabła, Myśleli, że zginę gdzieś tam. A ja z diabłem piję kawę I śmieję się im prosto w twarz. Rzucili mnie wilkom na pożarcie, Myśleli, że rozszarpią mnie, A wilki przyjęły mnie do stada I pokazały jak bronić się.
