
Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć, hej! Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć. Lubimy dobre patenty, drobne przekręty, Bo każdy wielki talent robi z niczego coś. Nie mamy tu świętych, a umysły piękne, Stoimy pewnie po słowiańsku na wskroś. A z nami duży wóz, duży plac, Duży luz, duży wrzask, Lubimy co duże, a co duże lubi nas. Dużo jeść, dużo pić, dużo spać, dobrze żyć, Lubimy co duże, albo wszystko, albo nic. Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć, hej! Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć. Za koncertem koncert, Latamy helikopterem, To polskie złote, nie dolce, Ty znowu kręcisz aferę I nawet kiedy jest problem, Los piachem w oczy zawieje, My dziś tworzymy historię, Wschodnia kultura nasz teren. Złoto na karku, dusza słowiańska Butelki w barku, Bentley Bentayga, Ziomów mi szanuj, bo będzie masakra. Latino day, z miasta do miasta, Siema Skolim, ja i moje ziomy. Z nami fajne siostry, dziś lecę powoli, Kiełbasa nie kawior, Chwała nam wszystkim Słowianom, Strzelił do mnie Amor, Ona buzia tak jak anioł, To dla naszych ludzi, Którzy w życiu walczą. Mijam iskry burzy, Nie mijam się z prawdą. Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć, hej! Kiedy się powodzi, Lubimy się wozić, Do patentów mamy łeb, Byle nie narobić się Ale więcej mieć.
