
Lej, lej, lej mordeczko, Zanim zajdzie nam słoneczko. Dzwoń, dzwoń po ziomeczków, Niech przyjadą z buteleczką. Gdzieś w oddali, za stodołą Stoi chłopak młody, A my w krzakach odwalone Zbieramy jagody. Koleżanka mi mówiła, Że serca nam skradniesz, Ale dzwoń do przyjaciela, Sam nas nie ogarniesz. Jak Słowianki wywijają, Zbierają się tłumy, Lepiej pośpiesz się kolego, Bo czas nie jest z gumy. Lej, lej, lej mordeczko, Zanim zajdzie nam słoneczko. Dzwoń, dzwoń po ziomeczków, Niech przyjadą z buteleczką. Lej, lej, lej mordeczko, Zanim zajdzie nam słoneczko. Dzwoń, dzwoń po ziomeczków, Niech przyjadą z buteleczką. Oj panowie, chwila, moment, Stop, nie wszyscy naraz, Chwilę temu był tu jeden, Teraz to już zgraja. Każdy chce po kawałeczku, Ale mam już plany, Poczęstować to cię mogę Dziś powietrzem halnym. Jak Słowianki wywijają, Zbierają się tłumy, Lepiej pośpiesz się kolego, Bo czas nie jest z gumy. Lej, lej, lej mordeczko, Zanim zajdzie nam słoneczko. Dzwoń, dzwoń po ziomeczków, Niech przyjadą z buteleczką. Lej, lej, lej mordeczko, Zanim zajdzie nam słoneczko. Dzwoń, dzwoń po ziomeczków, Niech przyjadą z buteleczką.
