
Choć nie jesteś idealna, Może grzechu to nie warta, Ale światu jeszcze dużo możesz dać. Trzy linijki w pierwszej części, Nie zachęcające, by słuchać więcej, Ale może będzie po mnie jakiś ślad. Bo choć jestem z innej gliny, Choć czasem gubię rytmy, To wciąż potrafię siebie kochać Tak jak nikt. Gdy świat mi rzuca kłody, Ja wstaję ponad schody I lecę dalej, Nawet jeśli będzie wstyd. Oczka mam niebieskie, Włosy cienkie, smętne, Farbowane brązem Już tysięczny raz. Wzrost mam też przeciętny, Wzrok wadą zaklęty, No i śmiech, Jakby koń na blachę lał. Bo choć jestem z innej gliny, Choć czasem gubię rytmy, To wciąż potrafię siebie kochać Tak jak nikt. Gdy świat mi rzuca kłody, Ja wstaję ponad schody I lecę dalej, Nawet jeśli będzie wstyd. Waga niby spoko, Choć na jedno oko. Można by naprawić Tu i tam. To nie moja wina, Że na rękach jest szczecina, A hormony mają taki syf, jak ja. Więc nie szukaj przyjacielu Pozytywów tu za wielu, Bo od dawna ich straciłam cały stos. Pewność siebie udawana, Dobrze jest wypracowana, Bo nauczył mnie tej sztuczki Pewien gość. Bo choć jestem z innej gliny, Choć czasem gubię rytmy, To wciąż potrafię siebie kochać Tak jak nikt. Gdy świat mi rzuca kłody, Ja wstaję ponad schody I lecę dalej, Nawet jeśli będzie wstyd. Dam ci dużo swego wsparcia, Nawet kiedy będzie walka Znów toczona w mojej głowie, Jak co dnia. Serce oddam ci na dłoni, Może kiedyś, ktoś się skłoni Kiedy wolna będę śpiewać Sobie tak. Miłość mam do siebie wielką, Życie biorę pewną ręką, Pewność siebie to podstawa, Teraz patrz. Czasem potknę się, lecz wstaję, Każdy wie to doskonale, Że idealnie, to możemy tylko w snach. Miłość mam do siebie wielką, Życie biorę pewną ręką, Pewność siebie to podstawa, Teraz patrz. Czasem potknę się, lecz wstaję, Każdy wie to doskonale, Że idealnie, to możemy tylko w snach.
